Pokazywanie postów oznaczonych etykietą law. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą law. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 sierpnia 2015

Małpowanie prawa- słów parę o filmie Planeta Małp z 1968r.

Kiedy w wieku lat dwunastu obejrzałem Planetę Małp po raz pierwszy, wiedziałem, że trafiłem na film, który ulokuje się w czołówce moich ulubionych dzieł kultury amerykańskiej. Wracałem do niego co jakiś czas, ciągle czując tę samą świeżość- dzieło bowiem nie zestarzało się prawie w ogóle. Lecz dopiero po czterech latach studiów prawniczych dostrzegłem w tym obrazie coś, co w jakiś sposób uchodziło mojej uwadze. 

Na początku zaznaczyć trzeba, że Planeta to film głęboko symboliczny. Dzięki niezwykle plastycznej fabule, wiele kwestii pokazywanych jest tu na zasadzie kontrastu, sporo udaje się też przemycić podprogowo. 
Polski plakat filmu
O ile (przynajmniej jak dla mnie) film ten jest pamfletem na postawę nowoczesnego człowieka, o tyle warto zauważyć, że jest on tworzony z perspektywy amerykańskiej. Takie ujęcie tematu niesie za sobą pewne naleciałości. Jedną z nich jest obecny w fabule proces dotyczący głównego bohatera. Z pozoru może się wydawać, że tego typu zabieg scenarzystów wynika z powszechnego w USA zamiłowania do drogi sądowej. Widz spoza Stanów może bowiem poczuć pewnie zdziwienie, że (tu odwołuję się do- powszechnej, jak mniemam- znajomości opowiedzianej w Planecie historii) ktoś, kto w opinii małp jest zwierzęciem urasta nagle do rangi oskarżonego. Choć w dialogach można doszukać się pewnego uzasadnienia tego wydarzenia, jest ono jednak dość wątłej jakości i tym samym ów proces pozostaje dla przeciętnego odbiorcy dość niespójnym elementem opowieści. 

Przyjrzyjmy mu się jednak dokładniej. Proces toczy się przed trybunałem złożonym z małpiej elity. Co ciekawe, odbywa się on na zasadzie kontradyktoryjności- pojawiają się dwie strony, jedna atakuje, druga zaś staje w obronie głównego bohatera. Ta formuła nosi jednak wyczuwalne inkwizycyjne zabarwienie- oskarżycielem jest bowiem minister nauki, ,,obrońca wiary", instytucjonalnie powiązany ze składem orzekającym. Wrażenie to dopełnia jeszcze brak ławy przysięgłych- elementu powszechnego w amerykańskich sprawach karnych (tzw. jury trial). 

Takie ukazanie nie jest przypadkowe. Proces został uformowany ostatecznie przez jednego ze scenarzystów- Michaela Wilsona, który w latach 50tych sam został postawiony przed podobnym trybunałem na fali panicznego strachu przed komunistami, która przelewała się wtedy przez USA. Wilson był podejrzewany o bycie komunistą. Oskarżenia te zmusiły go do wyjazdu do Francji.

Nie jest to jednak jedyny związek tego elementu fabuły z amerykańską historią. Proces z Planety stanowi bezpośrednie odwołanie do tzw. małpiego procesu z roku 1925 r. Oskarżony J.T. Scopes, młody nauczyciel szkoły średniej, złamał prawo stanu Tennesse wykładając podczas zajęć teorię ewolucji Darwina. Ukarano go grzywną w wysokości 100 dolarów.

Na uwagę zasługuje również sam wizualny sposób przedstawienia procesu, dobitnie podkreślający jego wymowę. Układ stron wiernie oddaje wygląd amerykańskiej sali sądowej. Pojawia się również woźny. Co ciekawe, skład orzekający w pewnym momencie przyjmuje następujące pozy: 
Scena procesu- Trybunał Małp
Jest to znany motyw tzw. trzech mądrych małp. Wyraża on japońskie przysłowie: nie widzę nic złego, nie słyszę nic złego, nie mówię nic złego. Pierwotnie interpretowano je tak, że w zwalczaniu zła powinno się skupiać na samym sobie, nie na występkach innych. Jednak z czasem motyw ten nabrał nowego, biegunowo innego, znaczenia- stał się synonimem zmowy milczenia, przyzwalania na zło, odwracania odeń oczu. 

Wszystko to wpasowuje się w przesłanie filmu. Małpy-sędziowie wykazują się ograniczeniem, nie potrafią przyjąć do wiadomości faktów, które są sprzeczne z ich apriorycznym założeniem dotyczącym sprawy. Nie baczą nawet na logiczne argumenty- wszystko, co nie pasuje do ich teorii określają mianem herezji.

Jak widać, z pozoru błahy motyw, przez wielu pomijany i niezauważany może nieść ze sobą bardzo interesującą historię. Sam nigdy nie przypuszczałem, że w jednym z filmów, które (jak mi się do niedawna wydawało) znam niemalże na pamięć, odkryję tak wiele odwołań do kultury prawnej. Jest to jeszcze jeden dowód na wybitny symbolizm Planety Małp, której seans szczerze polecam!


poniedziałek, 29 czerwca 2015

Symbol i konotacje, czyli dlaczego Apple wyrzeka się flagi Konfederacji


Kiedy giganci pokroju Apple dokonują radykalnych zmian w asortymencie, jedno jest pewne- musi się za tym kryć interesująca historia. Ostatnim przykładem takiej szeroko zakrojonej akcji jest wycofanie z App Store wszystkich gier, które posługują się flagą Konfederacji. 

Sporny emblemat używany był przez Skonfederowane Stany Ameryki w okresie wojny secesyjnej. Co ciekawe, nigdy nie został oficjalnie uznany za flagę narodową. Został opracowany jesienią 1861 roku w sztabie Armii Potomacu. Potrzeba stworzenia nowego wzoru rozpoznawczego narosła, gdy podczas bitew żołnierze mylili bardzo podobne do siebie flagi- Stars and Bars Południa oraz Stars and Stripes Północy.
Flaga Narodowa Konfederacji
(Stars and Bars)
Krzyż Południa (ang. Southern Cross), czyli wynik pracy sztabowców, to niebieski krzyż świętego Andrzeja z 13 białymi gwiazdami na ramionach, na czerwonym polu.  Po raz pierwszy żołnierzom nowe sztandary wręczono 28 listopada 1861 roku. Nigdy jednak nie stały się wyłącznym wzorem armii Południa. Niemniej, głównie dzięki fantazji dwudziestowiecznych filmowców, flaga ta jest postrzegana jako podstawowy symbol Konfederacji. 
 
Flaga narodowa Unii
(Stars and Stripes)
Southern Cross przetrwał wojnę secesyjną i rozpoczął drugi żywot. W 1894 roku został elementem flagi stanowej Missisipi, a w 1955- Georgii. W tym drugim wypadku, na fali protestów, Georgia zmieniła swój sztandar w 2001 roku. Dyskusja wokół flagi rozgorzała na nowo po masakrze w Charleston, podczas której niejaki Dylann Roof zamordował dziewięć osób, a jedną ranił. Wkrótce, serwisy informacyjne zaczęły pokazywać zdjęcie Roofa, na którym wymachuje on właśnie Krzyżem Południa. Media zaczęły łączyć flagę bezpośrednio z nienawiścią i rasizmem (ofiarami w Charleston byli afroamerykanie modlący się w Emanuel African Methodist Episcopal Church).   
                                 
Krzyż Południa
(Southern Cross)
Na fali powszechnego oburzenia, Apple podjęło decyzję o wycofaniu z ich AppStore gier i aplikacji, które niniejszą flagę wykorzystują. W oświadczeniu wydanym dla prasy, firma ta stwierdziła: 
We have removed apps from the App Store that use the Confederate flag in offensive or mean-spirited ways, which is in violation of our guidelines (Usunęliśmy z App Store aplikacje, które używają flagi Konfederacji w sposób obraźliwy lub w złej wierze, co jest naruszeniem naszych wytycznych).
Podobne kroki podjął serwis sprzedaży internetowej Amazon, oraz popularna sieć marketów Wal-Mart, które wycofały ze sprzedaży Southern Cross.

Twórcy gier, które zostały usunięte, całą sprawę komentują różnie. Niektórzy przyznają rację Apple, inni zaś twierdzą, że to zamach na ich dobra. Firma HexWar Games planuje zastąpić sporną flagę prezentowanym powyżej symbolem narodowym Konfederacji.

Nie jest to jednak pierwszy tego typu krok Apple. W roku 2014 firma ta wycofała z App Store niektóre gry osadzone w realiach II Wojny Światowej, która naruszała zasady, gdyż ukazywała dwa ,,prawdziwe" mocarstwa jako ,,wrogów" (więcej na ten temat: Apple rejects TB1942 depicting Germans Russians enemies).

Choć powyższy spór jest jednym z wielu, które rozgorzały wokół różnych symboli, w przeważającej większości z nich, wykorzystuje się bardzo zbliżone argumenty. Jedna strona broni tożsamości i dziedzictwa kulturowego, którego fragmentem ma być dany symbol, druga zaś odwołuje się bądź do jego nagannych korzeni bądź do zmiany znaczenia i ładunku, który pierwotnie niósł on ze sobą. W tym ważeniu dóbr i wartości nietrudno jednak o przypadkowe ofiary. Jedną z nich w sporze o Southern Cross jest prawda historyczna. Narzucony odgórnie zakaz używania tego oznaczenia w grach osadzonych w realiach wojny secesyjnej tworzy sztuczną sytuację, w której odbiorca dostaje wersję wydarzeń przepuszczoną przez współczesne filtry. Warto podkreślić, że rzecz ma miejsce w Stanach Zjednoczonych- ojczyźnie orzeczenia Texas v. Johnson, w którym to Sąd Najwyższy uniewinnił człowieka skazanego w stanie Texas za publiczne spalenie flagi USA. Wyrok ten jest przerabiany jako jeden z kluczowych na każdych zajęciach traktujących o amerykańskim ujęciu wolności słowa.

Bardzo interesujące może być odniesienie sytuacji zza oceanu do polskiego podwórka. Choć ramą prawną dla posługiwania się kontrowersyjnymi symbolami jest art. 256 Kodeksu karnego, to w bardzo szeroko komentowanym orzeczeniu o sygnaturze K 11/10, Trybunał Konstytucyjny uznał za niekonstytucyjne przepisy nowelizacji tejże ustawy, które pozwalały karać każdego, ,,kto w celu rozpowszechniania produkuje, utrwala lub sprowadza, nabywa, przechowuje, posiada, prezentuje, przewozi lub przesyła druk, nagranie lub inny przedmiot, [...] będące nośnikiem symboliki faszystowskiej, komunistycznej lub innej totalitarnej." W uzasadnieniu przeczytać można, że odpowiedzialności karnej nie może podlegać posługiwanie się przedmiotami wieloznacznymi, dającymi się różnorako interpretować. Ze względu na fakt, iż nowelizacja nie zawierała zamkniętego katalogu ,,zakazanych symboli", przepis uchylono.

Choć powyższy wyrok Trybunału był szeroko krytykowany, nie tylko przez prawników, ale również przez historyków, dotknął samego sedna problemu klasyfikacji symboli- wieloznaczności. Możliwość postrzegania ich na różnorakich płaszczyznach (historycznej, popkulturowej, ideologicznej) powinna automatycznie wręcz skłaniać do unikania wszelkich ujednoliceń i zerojedynkowych rozstrzygnięć. Forsując sztywne zakazy dojść można bowiem do sytuacji nie tyle absurdalnych, co i niebezpiecznych, na siłę wymazujących z obrazu świata pewne elementy. Bardzo łatwo wtedy wylać dziecko z kąpielą i za cenę ochrony jednego dobra, poświęcić inne, nie mniej ważne. Nie oznacza to oczywiście, że regulacje ograniczające wykorzystanie pewnych symboli są niepotrzebne- należy jednak ograniczyć je do generalnych przesłanek, a wszelkie narosłe wokół poszczególnych wzorów spory rozstrzygać maksymalnie kazuistycznie, pochylając się szczegółowo nad konkretnymi okolicznościami. Wielość znaczeń i motywów wymaga bowiem ich pełnego zrozumienia, a to nie jest możliwe na gruncie prawa, które głębokością regulacji zawęża przestrzeń interpretacyjną.